RSS
 

Notki z tagiem ‘zmiany’

Tanecznym krokiem

01 lis

Każde dziecko wie, że bez ćwiczeń trudno osiągnąć wymarzoną sylwetkę. Chociaż kluczowe znaczenie ma dieta, to bez ruchu efekty nie są takie same. Jasna sprawa. Tylko na jaki trening się zdecydować?

Jako dziecko i nastolatka dużo pływałam. Ładnych kilka lat chodziłam na fitness. Zdarzało mi się biegać i jeździć na rolkach. Parę lat temu zakupiłam nawet orbitrek. I choć wszystko to lubiłam, to jakoś nie zafiksowałam się jakoś wybitnie na żadnej dyscyplinie. No może jedynie górskie wycieczki, które uwielbiam. :-)

A tu niespodziewanie doszło mi nowe hobby: pole dance. Dla niewtajemniczonych – chodzi o taniec na rurze. Staje się on coraz bardziej popularny i coraz więcej klubów fitness prowadzi tego typu zajęcia. Co prawda nadal są ludzie, którym kojarzy się on wyłącznie w klubami nocnymi, ale w rzeczywistości jest to świetny sport, który rozwija mięśnie i kształtuje sylwetkę, a do tego pozwala poczuć się naprawdę kobieco w tańcu z akrobacjami. :-)
Ja chodzę dopiero od kilku miesięcy, ale już sama widzę, że zrobiłam spore postępy – na początku problemem było wdrapanie się na górę rury, a teraz robię już nawet figury głową w dół. :-) Powoli moje ciało się wzmacnia i rozciąga. Same zajęcia są męczące, ale dają dużą frajdę. I do tego nie ma efektu nudy (znów te same przysiady, brzuszki itp.), bo wciąż uczymy się nowych figur i doskonalimy poprzednie.
Polecam całym sercem! Warto spróbować! :-)

Myślę, że najważniejsze, to znaleźć taki rodzaj ćwiczeń, który nam będzie odpowiadał. Czy to będzie modne ostatnio bieganie czy kręcenie hula-hop, rower, rolki czy pole dance – nie ma znaczenia. Ważne, żeby mieć z tego frajdę, a nie wykonywać tego z przymusu. :-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Idzie zima…

27 paź

Dawno nie pisałam, ale to dlatego, że niewiele się zmieniło od ostatniego wpisu. Waga cały czas waha się na poziomie 70-72 kg. Z jednej strony dobrze, że nie ma efektu jo-jo, a z drugiej chciałby się, aby na wyświetlaczu wagi pojawiła się szóstka…

W ciągu ostatnich kilku miesięcy troszkę się w moim życiu pozmieniało. Z jednej strony zaczęłam regularnie ćwiczyć (o tym może napiszę osobny wpis), a z drugiej strony trochę odpuściłam z dietą. Nie mieszkam już sama, więc na moje nawyki żywieniowe ma teraz większy wpływ właśnie ta druga osoba. I to mnie trochę martwi, bo dzienna ilość kalorii zdecydowanie mi wzrosła. A ilość ruchu nie aż tak bardzo. Dlatego boję się, że jeszcze chwila i kilogramy zaczną wracać… :-(

A z obecną sylwetką czuję się naprawdę dobrze. W końcu mogę chodzić w normalnych ubraniach. I nie muszę się wstydzić na basenie czy na imprezie. Oczywiście, rozmiar 40 to nie wymiary modelki, ale dla mnie to naprawdę fajna wielkość. :-)

Idzie zima… człowiek więcej czasu spędza w domu, chętniej sięga po jedzonko, bo przecież trzeba się rozgrzać i poprawić sobie humor w szary chłodny dzień… A ruchu mniej, bo aura nie sprzyja i jeszcze wcześnie robi się ciemno… A pod grubymi swetrami przecież i tak nie widać nowych fałdek…
Muszę znaleźć w sobie siłę, by zimą znów sobie nie pofolgować i nie przytyć. Muszę się po prostu pilnować!

 
 

Wzloty i upadki

12 sie

Kilka razy już zabierałam się za napisanie kolejnego wpisu, ale jakoś tak ciągle miałam poczucie, że nie mam o czym pisać… Nie mam czym się pochwalić. Moja waga stoi w miejscu. I sama jestem sobie winna, bo raz po raz dopada mnie „gastrofaza” i zajadam smutki.

kolacja

Dokładnie tak, jak na zdjęciu powyżej – cały dzień grzecznie i przepisowo, a wieczorem, gdy nikt nie patrzy… Ehhh…

Pozytywne jest jedynie to, że sporo ludzi zauważyło już zmianę – nawet fryzjerka czy zaprzyjaźniona ekspedientka w sklepie. „Pani coś chyba ubyło.” :-) Czyli jednak waga łazienkowa nie spiskuje i faktycznie zgubiłam 13 kilo…

Sama też czuję się lepiej z mniejszą wersją siebie. Choć jeszcze sporo jest do zrobienia – brzuch wisi, na udach galareta i tak dalej… Ale wreszcie znikły fałdy z pleców i mieszczę się w mniejsze spodnie. ;-)

Mam postanowienie żeby w końcu zacząć się więcej ruszać. Moje ciało wymaga wzmocnienia, wyrzeźbienia… Poza tym jeśli wieczorem gdzieś wyjdę, to prawdopodobieństwo nawpieprzania się przed snem maleje… :-P

 
 

Dyszka

12 cze

Zgubiłam dychę. Na szczęście nie chodzi o 10 PLN, ale o 10 KG – więc skaczę z radości. :-) Schudłam 10 kilogramów w stosunku do swojej maksymalnej wagi, a 6 kilo od momentu prowadzenia bloga. Zajęło mi to sporo czasu i kosztowało wiele wyrzeczeń, ale udało się. :-) Przede mną oczywiście jeszcze dłuuuga droga, ale pierwszy wymierny sukces jest. Oby tak dalej!

Miało się udać do moich urodzin – i tak się stało. To najlepszy prezent urodzinowy od samej siebie dla siebie. :-) :-) :-)

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii pamiętnik odchudzania

 

Zmiany, zmiany – cz. 2

31 maj

Ostatnio jakoś znów mam kryzys i zajadam stresy. :-( Ale dziś nie o tym!

Pisałam niedawno o tym, że moje ciało zaczyna się zmieniać i że te zmiany póki co są widoczne jedynie dla mnie samej, ale powoli zaczyna je dostrzegać również moje otoczenie…
Zastanawiałam się, jakie będą pierwsze uwagi moich bliskich. Będą pytać jaką dietę stosuję? Prawdę powiedziawszy obawiałam się trochę, że usłyszę coś w stylu „wiesz, już od dawna zastanawialiśmy, jak Ci powiedzieć, że zapuściłaś się potwornie i najwyższy czas wziąć się za siebie… więc dobrze, że sama to zauważyłaś i w końcu coś zaczęłaś ze sobą robić”. To byłoby przykre, ale przynajmniej szczere. A tymczasem…

Kilkoro znajomych i członków rodziny, którzy nie widzieli mnie dłuższy czas zobaczyło różnicę. I co powiedzieli? Wciąż nie mogę w to uwierzyć… Właściwie nikt mnie nie pochwalił ani nie pogratulował. Za to od dwóch osób usłyszałam, że… powinnam więcej jeść! Tak, kuuuuurrrrrwwwaaaa WIĘCEJ! Czy ich totalnie pojebało?!?!?!
Udało mi się zrzucić 7kg, ale dalej mam jakieś 15kg nadwagi, dalej mam wielki brzuch, oponkę i zwały tłuszczu! Dalej jestem gruba! A oni mi mówią, że powinnam jeść więcej albo nie przesadzać z odchudzaniem. Tego się nie spodziewałam w najśmielszych przypuszczeniach…

Czyżby wszyscy już się przyzwyczaili, że jestem grubaskiem? I to takim największym w towarzystwie. I może moje chudnięcie burzy ich porządek wszechświata? Może boją się, że za jakiś czas już nie będzie z kogo żartować czy komu współczuć? Nie wiem, nie rozumiem tego… Ale jest mi strasznie przykro. :-( Dlaczego nikt nie chce mi kibicować i cieszyć się tym, że walczę o swoje zdrowie (a w drugiej kolejności o wygląd)? Smutno, smutno, smutno… :-(

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii pamiętnik odchudzania