RSS
 

Notki z tagiem ‘czas’

Idzie zima…

27 paź

Dawno nie pisałam, ale to dlatego, że niewiele się zmieniło od ostatniego wpisu. Waga cały czas waha się na poziomie 70-72 kg. Z jednej strony dobrze, że nie ma efektu jo-jo, a z drugiej chciałby się, aby na wyświetlaczu wagi pojawiła się szóstka…

W ciągu ostatnich kilku miesięcy troszkę się w moim życiu pozmieniało. Z jednej strony zaczęłam regularnie ćwiczyć (o tym może napiszę osobny wpis), a z drugiej strony trochę odpuściłam z dietą. Nie mieszkam już sama, więc na moje nawyki żywieniowe ma teraz większy wpływ właśnie ta druga osoba. I to mnie trochę martwi, bo dzienna ilość kalorii zdecydowanie mi wzrosła. A ilość ruchu nie aż tak bardzo. Dlatego boję się, że jeszcze chwila i kilogramy zaczną wracać… :-(

A z obecną sylwetką czuję się naprawdę dobrze. W końcu mogę chodzić w normalnych ubraniach. I nie muszę się wstydzić na basenie czy na imprezie. Oczywiście, rozmiar 40 to nie wymiary modelki, ale dla mnie to naprawdę fajna wielkość. :-)

Idzie zima… człowiek więcej czasu spędza w domu, chętniej sięga po jedzonko, bo przecież trzeba się rozgrzać i poprawić sobie humor w szary chłodny dzień… A ruchu mniej, bo aura nie sprzyja i jeszcze wcześnie robi się ciemno… A pod grubymi swetrami przecież i tak nie widać nowych fałdek…
Muszę znaleźć w sobie siłę, by zimą znów sobie nie pofolgować i nie przytyć. Muszę się po prostu pilnować!

 
 

Klucz do sukcesu

12 lip

Ponoć w procesie zmiany sylwetki 70% sukcesu stanowi odpowiednia dieta, a zaledwie 30% to ćwiczenia, trening. Tak mówią….

Prawdę powiedziawszy, nigdy w to nie wierzyłam. Twardo stałam na stanowisku, że dieta dietą, ale klucz do sukcesu to ruch. Wiadomo, jakieś ogólne zasady zdrowego żywienia trzeba zachować, nie jeść śmieciowego jedzenia i nie objadać się przesadnie. Ale jak się człowiek odpowiednio dużo rusza, to wszystko spali, więc nie ma co przesadzać z pilnowaniem kalorii czy wymyślnymi dietami-cud.
I może rzeczywiście gdy byłam młodsza, to tak to działało. Człowiek miał inny metabolizm. I inny tryb życia… W każdym bądź razie, gdy już po 30 zabrałam się za odchudzanie, to boleśnie się przekonałam, że nie uda mi się tego osiągnąć „po swojemu”. Ćwiczyłam i ćwiczyłam, ale waga nie spadała. Nawet przy dużej dawce codziennego ruchu efektów nie było właściwie żadnych. :-(

Dopiero, gdy zmieniłam dietę i zaczęłam naprawdę pilnować tego, co jem – waga drgnęła. Teraz niewiele się ruszam (mogłabym więcej!), ale powoli acz systematycznie chudnę. Muszę więc uderzyć się w pierś i przyznać, że faktycznie – jedzenie jest czynnikiem kluczowym…

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii pamiętnik odchudzania

 

Dyszka

12 cze

Zgubiłam dychę. Na szczęście nie chodzi o 10 PLN, ale o 10 KG – więc skaczę z radości. :-) Schudłam 10 kilogramów w stosunku do swojej maksymalnej wagi, a 6 kilo od momentu prowadzenia bloga. Zajęło mi to sporo czasu i kosztowało wiele wyrzeczeń, ale udało się. :-) Przede mną oczywiście jeszcze dłuuuga droga, ale pierwszy wymierny sukces jest. Oby tak dalej!

Miało się udać do moich urodzin – i tak się stało. To najlepszy prezent urodzinowy od samej siebie dla siebie. :-) :-) :-)

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii pamiętnik odchudzania

 

Zmiany, zmiany – cz. 2

31 maj

Ostatnio jakoś znów mam kryzys i zajadam stresy. :-( Ale dziś nie o tym!

Pisałam niedawno o tym, że moje ciało zaczyna się zmieniać i że te zmiany póki co są widoczne jedynie dla mnie samej, ale powoli zaczyna je dostrzegać również moje otoczenie…
Zastanawiałam się, jakie będą pierwsze uwagi moich bliskich. Będą pytać jaką dietę stosuję? Prawdę powiedziawszy obawiałam się trochę, że usłyszę coś w stylu „wiesz, już od dawna zastanawialiśmy, jak Ci powiedzieć, że zapuściłaś się potwornie i najwyższy czas wziąć się za siebie… więc dobrze, że sama to zauważyłaś i w końcu coś zaczęłaś ze sobą robić”. To byłoby przykre, ale przynajmniej szczere. A tymczasem…

Kilkoro znajomych i członków rodziny, którzy nie widzieli mnie dłuższy czas zobaczyło różnicę. I co powiedzieli? Wciąż nie mogę w to uwierzyć… Właściwie nikt mnie nie pochwalił ani nie pogratulował. Za to od dwóch osób usłyszałam, że… powinnam więcej jeść! Tak, kuuuuurrrrrwwwaaaa WIĘCEJ! Czy ich totalnie pojebało?!?!?!
Udało mi się zrzucić 7kg, ale dalej mam jakieś 15kg nadwagi, dalej mam wielki brzuch, oponkę i zwały tłuszczu! Dalej jestem gruba! A oni mi mówią, że powinnam jeść więcej albo nie przesadzać z odchudzaniem. Tego się nie spodziewałam w najśmielszych przypuszczeniach…

Czyżby wszyscy już się przyzwyczaili, że jestem grubaskiem? I to takim największym w towarzystwie. I może moje chudnięcie burzy ich porządek wszechświata? Może boją się, że za jakiś czas już nie będzie z kogo żartować czy komu współczuć? Nie wiem, nie rozumiem tego… Ale jest mi strasznie przykro. :-( Dlaczego nikt nie chce mi kibicować i cieszyć się tym, że walczę o swoje zdrowie (a w drugiej kolejności o wygląd)? Smutno, smutno, smutno… :-(

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii pamiętnik odchudzania

 

Zmiany, zmiany…

21 maj

„To zajmie 4 tygodnie zanim Ty zauważysz różnicę. To zajmie 8 tygodni zanim zauważą ją Twoi znajomi i rodzina. To zajmie 12 tygodni zanim zobaczy ją cały świat” – takie zdanie znalazłam jakiś czas temu na blogu Czekoholiczki. U mnie zmiany przebiegają znacznie wolniej, ale też w końcu efekty zaczęły być widoczne…

Moje ciało się zmienia. Widać to już nie tylko na wyświetlaczu wagi. Ubywa centymetrów, ciało powoli się wysmukla… Oczywiście przede mną jeszcze dłuuuga droga, ale też sporo już za mną. Wbiłam się np. w rozmiar mniejsze spodnie! To jest po prostu niesamowite!

Te zmiany wewnętrzne przyczyniają się również do zmian wewnętrznych. Mam więcej energii i zdecydowanie lepszy humor. Fakt, że zwały tłuszczu powolutku maleją dodaje mi pewności siebie. Czuję się po prostu silniejsza. :-)

Nie mogę się już doczekać momentu, gdy i otoczenie zacznie dostrzegać zmiany. Ale nawet jeśli to zajmie więcej niż 12 tygodni, to nie zamierzam się poddawać ani zatrzymywać na tej drodze. „Dobra zmiano” przybywaj! ;-) :-P

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii pamiętnik odchudzania

 

Czas…

04 kwi

Nie bój się podejmować zadań czy wyzwań, które wymagają czasu. Czas mija tak czy inaczej.” – ileż razy słyszałam to zdanie!… Teraz odkrywam go na nowo w kontekście moich wagowych zmagań. Gdybym zaczęła rok, miesiąc czy choćby tydzień wcześniej, dziś już byłyby pierwsze efekty. A może w ogóle nie zdążyłabym się doprowadzić do obecnego stanu…

Mam nadzieję, że od teraz czas będzie działał na moją korzyść. I wraz z jego upływem będą nadchodzić pozytywne zmiany, a nie tylko kolejne kilogramy, frustracja i zniechęcenie…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii