RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘pamiętnik odchudzania’

Zmarnowany czas

09 sie

Kilka dni temu, gdzieś na Instagramie, przeczytałam komentarz pewnej dziewczyny. W zasadzie były to podziękowania skierowane do jej instruktorki pole dance. Otóż dziewczyna ta ponoć rok temu zapytała ową instruktorkę, czy ktoś o wadze 70+ w ogóle powinien myśleć o rozpoczęciu przygody z rurką, czy to ma sens i jakie ma szanse w tym sporcie? Trenerka odpisała, że tusza nie jest przeciwwskazaniem i żeby się nie zastanawiała, tylko zapisała na kurs. I ta dziewczyna tak zrobiła. Teraz minął rok i ona dziękuje instruktorce za tę zachętę, bo nie tylko robi teraz na rurze takie akrobacje o jakich nigdy nie śniła, ale i schudła 20kg…

Nie znam ani tej dziewczyny ani jej historii, ale chyba śmiało mogę stwierdzić, że dobrze wykorzystała ten czas i tę szansę. I chyba nawet nie chodziło o motywację ze strony instruktorki, ale o jej własne samozaparcie i ciężką pracę. Może być z siebie dumna. :-)

A ja? Cóż… ja po prostu marnuję czas. Pole dance też trenuję już prawie rok, ale efekty są mizerne. Tak samo zresztą jak efekty moich postanowień zamieszczanych na blogu i solennie składanych sobie przed lustrem. Pamiętacie moje obietnice z końca czerwca? Myślicie, że ile schudłam od tego czasu? Nic. Mało tego – przybyły mi kolejne 2 kilogramy. A przecież minęło półtora miesiąca i gdybym trzymała się swoich postanowień, byłoby może już -2 albo i więcej. Ale nie. Moja motywacja i konsekwencja jest na poziomie zerowym. A czas leci…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii pamiętnik odchudzania

 

Niechlubny powrót

23 cze

Od jesieni przestały się już pojawiać regularne wpisy na blogu. Bo też o czym pisać? Schudłam 13 kilo (choć w planach było 15, ale nie bądźmy drobiazgowi), zaczęłam nosić mniejsze rozmiary i w końcu przestałam wyglądać jak wieloryb. Nic tylko się cieszyć i zapomnieć o niechlubnej grubej przeszłości…
Ale właśnie ta próba wymazania z pamięci mnie zgubiła… :-(

Wskazówka wagi dość szybko przesunęła się w górę o 1-2 kilogramy. Ale kto by się tym przejmował, toż to błąd pomiaru. ;-) Dodatkowe 3 kg? No spoko, da się z tym żyć przecież. Ale przy +5 przyszło zastanowienie…

Nie chcę znów wracać do tamtego wyglądu i tamtej wagi! Źle się czułam i źle wyglądałam. Dołowało mnie to. Dlaczego więc pozwoliłam sobie zniweczyć to, nad czym pracowałam?

Z jednej strony te 5 kilo to nie jest jakiś dramat, da się ukryć brzuszek pod luźniejszą bluzką albo ubierając sukienkę zamiast dżinsów, które powodują muffinkę. Ale BMI już krzyczy, że przekroczyłam granicę pomiędzy normalną wagą a nadwagą. Zresztą jeśli nie zahamuję tego procesu, to za chwilę znów będę wyglądać tak, jak wtedy…

Postanowiłam wziąć się za siebie. Nie od jutra, nie od poniedziałku, tylko natychmiast.
Trzymajcie kciuki żeby się udało.

Start: 21 czerwca
Waga: 76 kg
Cel: 68 kg

 
1 komentarz

Napisane w kategorii pamiętnik odchudzania

 

Idzie zima…

27 paź

Dawno nie pisałam, ale to dlatego, że niewiele się zmieniło od ostatniego wpisu. Waga cały czas waha się na poziomie 70-72 kg. Z jednej strony dobrze, że nie ma efektu jo-jo, a z drugiej chciałby się, aby na wyświetlaczu wagi pojawiła się szóstka…

W ciągu ostatnich kilku miesięcy troszkę się w moim życiu pozmieniało. Z jednej strony zaczęłam regularnie ćwiczyć (o tym może napiszę osobny wpis), a z drugiej strony trochę odpuściłam z dietą. Nie mieszkam już sama, więc na moje nawyki żywieniowe ma teraz większy wpływ właśnie ta druga osoba. I to mnie trochę martwi, bo dzienna ilość kalorii zdecydowanie mi wzrosła. A ilość ruchu nie aż tak bardzo. Dlatego boję się, że jeszcze chwila i kilogramy zaczną wracać… :-(

A z obecną sylwetką czuję się naprawdę dobrze. W końcu mogę chodzić w normalnych ubraniach. I nie muszę się wstydzić na basenie czy na imprezie. Oczywiście, rozmiar 40 to nie wymiary modelki, ale dla mnie to naprawdę fajna wielkość. :-)

Idzie zima… człowiek więcej czasu spędza w domu, chętniej sięga po jedzonko, bo przecież trzeba się rozgrzać i poprawić sobie humor w szary chłodny dzień… A ruchu mniej, bo aura nie sprzyja i jeszcze wcześnie robi się ciemno… A pod grubymi swetrami przecież i tak nie widać nowych fałdek…
Muszę znaleźć w sobie siłę, by zimą znów sobie nie pofolgować i nie przytyć. Muszę się po prostu pilnować!

 
 

Wzloty i upadki

12 sie

Kilka razy już zabierałam się za napisanie kolejnego wpisu, ale jakoś tak ciągle miałam poczucie, że nie mam o czym pisać… Nie mam czym się pochwalić. Moja waga stoi w miejscu. I sama jestem sobie winna, bo raz po raz dopada mnie „gastrofaza” i zajadam smutki.

kolacja

Dokładnie tak, jak na zdjęciu powyżej – cały dzień grzecznie i przepisowo, a wieczorem, gdy nikt nie patrzy… Ehhh…

Pozytywne jest jedynie to, że sporo ludzi zauważyło już zmianę – nawet fryzjerka czy zaprzyjaźniona ekspedientka w sklepie. „Pani coś chyba ubyło.” :-) Czyli jednak waga łazienkowa nie spiskuje i faktycznie zgubiłam 13 kilo…

Sama też czuję się lepiej z mniejszą wersją siebie. Choć jeszcze sporo jest do zrobienia – brzuch wisi, na udach galareta i tak dalej… Ale wreszcie znikły fałdy z pleców i mieszczę się w mniejsze spodnie. ;-)

Mam postanowienie żeby w końcu zacząć się więcej ruszać. Moje ciało wymaga wzmocnienia, wyrzeźbienia… Poza tym jeśli wieczorem gdzieś wyjdę, to prawdopodobieństwo nawpieprzania się przed snem maleje… :-P

 
 

Klucz do sukcesu

12 lip

Ponoć w procesie zmiany sylwetki 70% sukcesu stanowi odpowiednia dieta, a zaledwie 30% to ćwiczenia, trening. Tak mówią….

Prawdę powiedziawszy, nigdy w to nie wierzyłam. Twardo stałam na stanowisku, że dieta dietą, ale klucz do sukcesu to ruch. Wiadomo, jakieś ogólne zasady zdrowego żywienia trzeba zachować, nie jeść śmieciowego jedzenia i nie objadać się przesadnie. Ale jak się człowiek odpowiednio dużo rusza, to wszystko spali, więc nie ma co przesadzać z pilnowaniem kalorii czy wymyślnymi dietami-cud.
I może rzeczywiście gdy byłam młodsza, to tak to działało. Człowiek miał inny metabolizm. I inny tryb życia… W każdym bądź razie, gdy już po 30 zabrałam się za odchudzanie, to boleśnie się przekonałam, że nie uda mi się tego osiągnąć „po swojemu”. Ćwiczyłam i ćwiczyłam, ale waga nie spadała. Nawet przy dużej dawce codziennego ruchu efektów nie było właściwie żadnych. :-(

Dopiero, gdy zmieniłam dietę i zaczęłam naprawdę pilnować tego, co jem – waga drgnęła. Teraz niewiele się ruszam (mogłabym więcej!), ale powoli acz systematycznie chudnę. Muszę więc uderzyć się w pierś i przyznać, że faktycznie – jedzenie jest czynnikiem kluczowym…

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii pamiętnik odchudzania

 

Dyszka

12 cze

Zgubiłam dychę. Na szczęście nie chodzi o 10 PLN, ale o 10 KG – więc skaczę z radości. :-) Schudłam 10 kilogramów w stosunku do swojej maksymalnej wagi, a 6 kilo od momentu prowadzenia bloga. Zajęło mi to sporo czasu i kosztowało wiele wyrzeczeń, ale udało się. :-) Przede mną oczywiście jeszcze dłuuuga droga, ale pierwszy wymierny sukces jest. Oby tak dalej!

Miało się udać do moich urodzin – i tak się stało. To najlepszy prezent urodzinowy od samej siebie dla siebie. :-) :-) :-)

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii pamiętnik odchudzania

 

Zmiany, zmiany – cz. 2

31 maj

Ostatnio jakoś znów mam kryzys i zajadam stresy. :-( Ale dziś nie o tym!

Pisałam niedawno o tym, że moje ciało zaczyna się zmieniać i że te zmiany póki co są widoczne jedynie dla mnie samej, ale powoli zaczyna je dostrzegać również moje otoczenie…
Zastanawiałam się, jakie będą pierwsze uwagi moich bliskich. Będą pytać jaką dietę stosuję? Prawdę powiedziawszy obawiałam się trochę, że usłyszę coś w stylu „wiesz, już od dawna zastanawialiśmy, jak Ci powiedzieć, że zapuściłaś się potwornie i najwyższy czas wziąć się za siebie… więc dobrze, że sama to zauważyłaś i w końcu coś zaczęłaś ze sobą robić”. To byłoby przykre, ale przynajmniej szczere. A tymczasem…

Kilkoro znajomych i członków rodziny, którzy nie widzieli mnie dłuższy czas zobaczyło różnicę. I co powiedzieli? Wciąż nie mogę w to uwierzyć… Właściwie nikt mnie nie pochwalił ani nie pogratulował. Za to od dwóch osób usłyszałam, że… powinnam więcej jeść! Tak, kuuuuurrrrrwwwaaaa WIĘCEJ! Czy ich totalnie pojebało?!?!?!
Udało mi się zrzucić 7kg, ale dalej mam jakieś 15kg nadwagi, dalej mam wielki brzuch, oponkę i zwały tłuszczu! Dalej jestem gruba! A oni mi mówią, że powinnam jeść więcej albo nie przesadzać z odchudzaniem. Tego się nie spodziewałam w najśmielszych przypuszczeniach…

Czyżby wszyscy już się przyzwyczaili, że jestem grubaskiem? I to takim największym w towarzystwie. I może moje chudnięcie burzy ich porządek wszechświata? Może boją się, że za jakiś czas już nie będzie z kogo żartować czy komu współczuć? Nie wiem, nie rozumiem tego… Ale jest mi strasznie przykro. :-( Dlaczego nikt nie chce mi kibicować i cieszyć się tym, że walczę o swoje zdrowie (a w drugiej kolejności o wygląd)? Smutno, smutno, smutno… :-(

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii pamiętnik odchudzania

 

Zmiany, zmiany…

21 maj

„To zajmie 4 tygodnie zanim Ty zauważysz różnicę. To zajmie 8 tygodni zanim zauważą ją Twoi znajomi i rodzina. To zajmie 12 tygodni zanim zobaczy ją cały świat” – takie zdanie znalazłam jakiś czas temu na blogu Czekoholiczki. U mnie zmiany przebiegają znacznie wolniej, ale też w końcu efekty zaczęły być widoczne…

Moje ciało się zmienia. Widać to już nie tylko na wyświetlaczu wagi. Ubywa centymetrów, ciało powoli się wysmukla… Oczywiście przede mną jeszcze dłuuuga droga, ale też sporo już za mną. Wbiłam się np. w rozmiar mniejsze spodnie! To jest po prostu niesamowite!

Te zmiany wewnętrzne przyczyniają się również do zmian wewnętrznych. Mam więcej energii i zdecydowanie lepszy humor. Fakt, że zwały tłuszczu powolutku maleją dodaje mi pewności siebie. Czuję się po prostu silniejsza. :-)

Nie mogę się już doczekać momentu, gdy i otoczenie zacznie dostrzegać zmiany. Ale nawet jeśli to zajmie więcej niż 12 tygodni, to nie zamierzam się poddawać ani zatrzymywać na tej drodze. „Dobra zmiano” przybywaj! ;-) :-P

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii pamiętnik odchudzania

 

Wyliczanka

28 kwi

Każda odchudzająca się osoba ma swój cel. Oprócz marzeń, by ładniej i szczuplej wyglądać oraz by mieścić się w mniejszy rozmiar ciuchów, zazwyczaj mamy też cel liczbowy. Ileś kilogramów i centymetrów mniej. Konkretne cyferki na wadze, które powiedzą nam, że tak, udało się!…

Moja wyliczanka wygląda następująco:

Waga wyjściowa to niechlubne 84 kilogramy. Bloga zaczęłam prowadzić ważąc równiutkie 80. Moim pierwszym celem jest szczęśliwa siódemka czyli magiczne 77. To dla mnie taki znak, że na dobre (oby!) pożegnałam się z ósemką. I uwaga… ten cel właśnie osiągnęłam! Hip hip hurra! ;-) Co dalej? Teraz będę dążyć do 74, bo tam przebiega granica, za którą BMI wyznacza nadwagę. Granica umowna, ale warto ją przekroczyć (i nie wracać). Docelowo chciałabym ważyć 68 (no może 69 bo ta liczba dobrze się kojarzy ;-) ).
Zapytacie dlaczego tylko tyle? Dlaczego nie 65, 60 albo 55? Po pierwsze dlatego, że zgubienie 16 kg (o ile się uda) będzie i tak nie lada osiągnięciem. A po drugie, nie zamierzam się katować dla idei – zawsze byłam Grubokoścista i pewnie taka umrę. Nie muszę być szczuplutka. Marzę o normalności. O wyglądzie nie budzącym obrzydzenia i o sukienkach w rozmiarze 40. Niewielkie wałeczki nie są złe, o ile nie przeradzają się w zwały tłuszczu. Krągłości mogą nawet dodawać kobiecości, póki nie wygląda się jak maskotka Michelin…

michelin-man

 
 

Ochota na słodycze i cały ten cukier

25 kwi

Od miesiąca jestem na słodyczowym odwyku. Do tej pory po coś słodkiego sięgałam właściwie codziennie – przynajmniej raz, a nawet dwa w ciągu doby. Jakaś czekoladka, batonik, ciasteczko… No bo jak to – kawa bez czegoś słodkiego? No i mały deserek po obiedzie by się przydał, prawda? Niby takie nic, a jednak coś.

Obecnie nadal są momenty, gdy nachodzi mnie niesamowita ochota na słodycze. Zwykle największą pokusą mam popołudniu, po obiedzie. Po prostu nie mogę się powstrzymać, nie mogę myśleć o niczym innym… :-(
Staram się wtedy sięgać po owoce – najczęściej jabłka. Ewentualnie kilka kostek gorzkiej czekolady.
Zauważyłam, że ochota na słodycze – z tygodnia na tydzień – znacznie spada!… :-)

Ostatnio oglądałam świetny film „Cały ten cukier”. Polecam gorąco tym, którzy jeszcze nie widzieli!
Dziennikarz, który do tej pory prowadził bardzo zdrowy tryb życia i stosował bezcukrową dietę, postanawia w ramach eksperymentu przejść na dietę wysokocukrową i spożywać w ciągu dnia równowartość 40 łyżeczek cukru (średnie spożycie w Australii, gdzie film jest kręcony). Ale nie sięga po fast-foody czy słodycze. Nie! Spożywa produkty, które uchodzą za dość zdrowe – soki owocowe, jakieś mleczne napoje itp. No i nie zmienia poziomu swojej aktywności fizycznej, czyli nadal regularnie biega i ćwiczy w domowej siłowni. A jednak w jego organizmie zachodzą niesamowite zmiany…
Film dość obrazowo tłumaczy jakie znaczenie w naszej diecie ma cukier. Z wielu rzeczy pewnie nie zdajemy sobie sprawy albo zwyczajnie je bagatelizujemy. Nie będę zdradzać szczegółów, obejrzyjcie sami! :-)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii pamiętnik odchudzania