RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Bez kategorii’

Cienka granica

25 cze

Niedawno, gdy wspomniałam swojemu facetowi, że powinnam zacząć się odchudzać, on żywo zaprzeczył – „taką Cię lubię”. Nie ma chyba wspanialszego komplementu da kobiety, prawda? :-) <3
A jednak kilka dni później skrytykował inną kobietę, która sporo przytyła w trakcie ciąży i po pół roku od porodu nadal była okrąglutka. Gdy zaczęłam jej bronić i powiedziałam, że przecież nie wie czy ja też sporo w ciąży nie przytyję i czy potem nie będę podobnie wyglądać, powiedział "Tylko spróbuj.".
Chamstwo? Dwulicowość? A może po prostu szczerość?…

Prawda jest taka, że granica między kobiecymi kształtami i seksownymi krągłościami a zwykłą otyłością bywa cienka. Kilogramy nie przybywają jednego dnia, tycie to proces który postępuje czasami niezauważenie… bo niby ciągle jest "jeszcze ok" aż pewnego dnia budzisz się, patrzysz krytycznie (na siebie czy bliską osobę) i z całą stanowczością dostrzegasz, że granica została już jednak dawno przekroczona. :-(

Oczywiście, nie chodzi o to żeby codziennie stawać na wadze czy się mierzyć.
I trudno porównywać efekty ciąży z efektami lenistwa.
Warto jednak czasem spojrzeć na siebie krytycznie. Zanim zrobi to ktoś inny…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zajadanie problemów

28 lut

Ostatnia awantura z chłopakiem kosztowała mnie 2kg, poprzednia aż 3kg. Po co mi trener osobisty i dieta, skoro wystarczy pokłócić się z facetem? ;-)

A tak serio, to wiadomo, stres odbija się na całym naszym organizmie – na jakości snu, na metabolizmie… Niektórzy stres zajadają – w ten sposób się uspokajają, zajmują myśli, próbują sobie poprawić nastrój dogadzając sobie kulinarnie. Inni wręcz przeciwnie – nie mogą wtedy nic przełknąć, zapominają w ogóle o tym, że trzeba jeść, mają tzw. „ściśnięty żołądek”…
Ja owszem, uwielbiam sobie dogadzać i zajadać jakieś pyszności na poprawę humoru, ale gdy dzieje się coś naprawdę stresującego, to po pierwsze od razu muszę opróżnić jelita ;-) a po drugie jakoś w mniejszym stopniu odczuwam głód. Tak jest i tym razem.

Niestety to chyba jedyny pozytywny aspekt tej kłótni… :-(

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tanecznym krokiem

01 lis

Każde dziecko wie, że bez ćwiczeń trudno osiągnąć wymarzoną sylwetkę. Chociaż kluczowe znaczenie ma dieta, to bez ruchu efekty nie są takie same. Jasna sprawa. Tylko na jaki trening się zdecydować?

Jako dziecko i nastolatka dużo pływałam. Ładnych kilka lat chodziłam na fitness. Zdarzało mi się biegać i jeździć na rolkach. Parę lat temu zakupiłam nawet orbitrek. I choć wszystko to lubiłam, to jakoś nie zafiksowałam się jakoś wybitnie na żadnej dyscyplinie. No może jedynie górskie wycieczki, które uwielbiam. :-)

A tu niespodziewanie doszło mi nowe hobby: pole dance. Dla niewtajemniczonych – chodzi o taniec na rurze. Staje się on coraz bardziej popularny i coraz więcej klubów fitness prowadzi tego typu zajęcia. Co prawda nadal są ludzie, którym kojarzy się on wyłącznie w klubami nocnymi, ale w rzeczywistości jest to świetny sport, który rozwija mięśnie i kształtuje sylwetkę, a do tego pozwala poczuć się naprawdę kobieco w tańcu z akrobacjami. :-)
Ja chodzę dopiero od kilku miesięcy, ale już sama widzę, że zrobiłam spore postępy – na początku problemem było wdrapanie się na górę rury, a teraz robię już nawet figury głową w dół. :-) Powoli moje ciało się wzmacnia i rozciąga. Same zajęcia są męczące, ale dają dużą frajdę. I do tego nie ma efektu nudy (znów te same przysiady, brzuszki itp.), bo wciąż uczymy się nowych figur i doskonalimy poprzednie.
Polecam całym sercem! Warto spróbować! :-)

Myślę, że najważniejsze, to znaleźć taki rodzaj ćwiczeń, który nam będzie odpowiadał. Czy to będzie modne ostatnio bieganie czy kręcenie hula-hop, rower, rolki czy pole dance – nie ma znaczenia. Ważne, żeby mieć z tego frajdę, a nie wykonywać tego z przymusu. :-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Patrz, jaki grubas!

01 sie

Na jednym z blogów przeczytałam ostatnio wpis „Nie obraź się, ale…”, w którym autorka rozprawia się z tymi, którzy leczą swoje kompleksy kosztem innych osób, w tym wypadku kosztem tych tęższych. Że niby tak w dobrej wierze, że niby szczerość to podstawa… i tak przemycają swoje drobne złośliwości.
Ten wpis oraz mail od pewnej czytelniczki zmusiły mnie do refleksji nad takimi właśnie uwagami, przytykami, komentarzami…

Takie zawoalowane złośliwości wcale nie bolą mniej od rzucanych wprost wyzwisk. Czasem nawet bardziej, bo to taki sączący się jad, a do tego trafiający celniej w czuły punkt.
Tym, co jednak chyba sprawia największą przykrość są nie słowa, ale uwagi niezwerbalizowane. Te wszystkie wiele mówiące spojrzenia, wymowne miny…

Te ukradkowe spojrzenia w restauracji (co też ten grubas ma na talerzu, ile i jak szybko je), te grymasy obrzydzenia na widok tęższej osoby w stroju kąpielowym czy choćby szortach, te uśmieszki, gdy gruba osoba pyta w butiku o większy rozmiar danej bluzki… Nie muszą nic mówić, i tak widać ich dezaprobatę, poczucie wyższości, niesmak, oburzenie i litość…

Nie sposób każdemu z nich opowiedzieć swojej historii, wytłumaczyć czegokolwiek, poprosić o zrozumienie albo zwyczajnie powiedzieć żeby się odpierdolił i pilnował własnego interesu. Bo to przecież mój problem, że tak wyglądam. I moja sprawa czy w kawiarni zamówię kawę i lody czy tylko wodę mineralną.
Dlaczego wydaje Ci się, że wystarczy jeden Twój rzut oka i już masz diagnozę, już możesz oceniać i krytykować? Dlatego, że jesteś szczuplejszy? Że nigdy się tak nie „zapuściłeś”?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Co w nagrodę?

01 lip

Ostatnio ktoś mnie zapytał, jak planuję uczcić swoją zmianę i utratę pierwszych 10 kilogramów. No bo przecież tyle wyrzeczeń, tyle starań… to teraz trzeba sobie to odbić, jakoś wynagrodzić, prawda? Np. jakieś wielkie ciasto czekoladowe albo kubełek lodów?…

Otóż nie.

Zbyt długo jedzenie było dla mnie nagrodą. Nagrodą, karą, sposobem na smutek czy samotność, odskocznią od nudy albo metodą na uczczenie czegoś. Jedzenie zbyt często wiązało się u mnie z jakimiś emocjami. Chipsy na odreagowanie ciężkiego dnia, lody po udanych zakupach, czekolada by odzyskać energię…

Tak jesteśmy wychowywani od małego – ciastko z kremem za dobre świadectwo a za łobuzowanie – szlaban na deser. Jeśli będziesz grzeczny u babci albo u lekarza, to zabiorę Cię na lody albo pójdziemy do McDonalda. Nie kupię Ci tych cukierków, bo byłeś niegrzeczny.

Jako dorośli sami siebie nagradzamy, dogadzamy sobie… Oczywiście nie ma nic złego w tym, by od czasu do czasu sięgnąć po coś niezdrowego i kalorycznego. Problem zaczyna się wtedy, gdy powody same się znajdują i mnożą. Gdy uciekamy w jedzenie. Gdy staje się ono czymś więcej niż pokarmem, paliwem dla organizmu.

Dlatego nie zjem ciasta czekoladowego w ramach nagrody. Za to pójdę kupić sobie sukienkę – o rozmiar mniejszą niż dotychczas! ;-) :-P

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Goście, goście

08 cze

Mieszkam sama, więc odpada mi problem gotowania osobno dla siebie, osobno dla dzieci, męża, teściowej i kota. Luksus, co nie? :-) Ale czasem wpadają znajomi. Co mnie oczywiście niezmiernie cieszy, ale zawsze staję przed niezmiennym problemem: co przygotować do jedzenia???

Niestety do tej pory był to spory problem. Bo jakoś sobie ubzdurałam, że musi być na bogato. Szykowałam więc różne pyszności i… kończyło się to potrójną katastrofą dietową. Potrójną – bo podjadałam przygotowując jedzonko (żeby sprawdzić co podaję), podjadałam w trakcie imprezy (no bo przecież wszyscy jedzą, a gospodyni nie?) i podjadałam po wyjściu gości (przecież resztki nie powinny się zmarnować). MASAKRA.

Powoli przekonuję się do zmiany podejścia. Podaję więcej zdrowych i dietetycznych przekąsek, owoców, orzechów itp. itd. Większość gości to nawet docenia – teraz taka moda na bycie fit, że nawet największe chudzinki dbają o linię i nawet nie spojrzą w stronę ciasta czekoladowego. :-P Przeczytaj resztę notki »

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Gruba i szczęśliwa

24 maj

Odkąd sama prowadzę bloga, chętniej i częściej czytam wpisy innych blogerek. Zwłaszcza tych plus size. I raz po raz natrafiam – czy to w samych postach czy w komentarzach – na dyskusję dotyczącą bycia grubą i (ale?) szczęśliwą…

Generalnie obozy są dwa. :-) Pierwsza grupa to dziewczyny, które pokazują na własnym przykładzie, że nadprogramowe kilogramy wcale nie odejmują urody czy pewności siebie. Pokazują jak seksownie i kreatywnie się ubrać w rozmiarze XXL czy wręcz jak czerpać profity ze swej tuszy (praca jako modelka plus size). Emanują energią, samoakceptacją i pozytywnym nastawieniem. Są inspiracją i żywym przykładem na to, że nadwaga nie powinna być powodem do wstydu i kompleksów. Mówią wprost: można być grubym i szczęśliwym, oczywiście, że tak!…
Po przeciwnej stronie są te walczące – walczące z własnymi kilogramami i z… grupą pierwszą. Te dziewczyny nieustannie powtarzają, że nie ma nic fajnego w fałdkach i dlatego trzeba się ich pozbyć za wszelką cenę. A ten kto uważa inaczej łże i tylko szuka wymówki i usprawiedliwienia dla własnego lenistwa. Jednym tchem wyliczają zalety smukłej sylwetki i wady tej mniej smukłej. Chudnij i pracuj nad swoim ciałem, a osiągniesz szczęście!

I kto tu ma rację? Czy można być grubym i szczęśliwym? Czy to bzdura?

Moim zdaniem samo postawienie takiego pytania świadczy o ignorancji i pewnym ograniczeniu umysłowym. Jednym słowem taka teza to jakaś (gruba) pomyłka! Na Boga, przecież szczęście to nie kilogramy czy centymetry w pasie. Oczywiście, pewnie łatwiej o dobry humor, gdy się jest pięknym, młodym, szczupłym, bogatym i ma się mnóstwo przyjaciół. Ale żaden z tych elementów nie jest gwarantem szczęścia. Tak więc formułowanie jakiegokolwiek trybu warunkowego czy łańcucha przyczynowo-skutkowego pomiędzy tuszą a szczęściem nie ma sensu i jest totalnym nieporozumieniem!…

Szczęście jest w naszej głowie. I to w głowie rodzą się kompleksy czy samoakceptacja.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zakupy

10 maj

Dieta zaczyna się w sklepie. To, co włożysz do koszyka w markecie, wcześniej czy później wyląduje w Twoim brzuchu. - Wiem, że to mało odkrywcze stwierdzenie, ale ja uczę się go wciąż na nowo. Bo nadal borykam się z niesamowitymi pokusami podczas zakupów.

Staram się już nie kupować czegoś z przyzwyczajenia, nie skręcać odruchowo w pewne alejki i nie zatrzymywać się przy niektórych półkach. Bo po co? O pewnych produktach lepiej zapomnieć i już! Jednak siła nawyku jest ogromna. Najtrudniej jest mi poradzić sobie z tzw. kupowaniem na zapas, na czarną godzinę, na wypadek wizyty gości itp. – ilekroć kupowałam coś niezdrowego z taką myślą, korciło mnie to i zwykle pożerałam to najdalej następnego dnia…

Najbardziej kusi mnie alkohol i słone / pikantne przekąski (chipsy i cała reszta). Głos w mojej głowie mówi, że przecież jedna mała paczka chrupek mnie nie zabije, no i przecież wcale nie muszę jej zjeść zaraz po powrocie do domu. Ten głos zagłusza rozsądek i smutną prawdę, że na jednej paczce się nie skończy, a już jedna to mój limit kalorii na pół dnia…

Chodzę na zakupy z kartką i staram się nie wybierać „na głodnego”. Jednak, choć idzie mi coraz lepiej, nadal zdarza mi się w sklepie ulegać pokusie… a gdy ulegnę jej w markecie, to w domu jestem już bez szans. :-(
Też tak macie? Jak sobie z tym radzicie?

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wiosna, ach to Ty!…

19 kwi

Kwiecień plecień, bo przeplata – trochę zimy, trochę lata…
Pogoda rzeczywiście trochę jeszcze płata figle, ale nikt już chyba nie ma wątpliwości, że nastała prawdziwa wiosna i na powrót zimy nie ma co liczyć. Kwiaty kwitną, ptaki świergolą, słoneczko coraz wyżej… Wspaniale, czyż nie?

Otóż nie. Dla grubasa nadejście wiosny nie wróży nic dobrego. Powraca bowiem problem: w co się ubrać?!
Zima ma tę jedną wielką zaletę, że rewia mody kończy się na finezyjnie zawiązanym szaliku. W grubym wełnianym swetrze i puchowej kurtce wszyscy wyglądamy podobnie – grubi i chudzi, ładni i brzydcy – wszyscy chowamy się przed mrozem pod kolejnymi warstwami ciuchów. I to jest piękne. A wiosną?

Wiosna i lato to odsłonięte ramiona, cienkie bluzeczki, krótkie spodenki… czyli wszystko to, co dla grubasa zakazane. Trzeba się bowiem odziać nie w to, co wygodne czy modne, ale w to, w co się człowiek mieści i w czym wyjście z domu będzie społecznie akceptowalne. A któż by chciał oglądać zwały tłuszczu, cellulit, obwisłą skórę? Ehhhh…. zimo wróć!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czas…

04 kwi

Nie bój się podejmować zadań czy wyzwań, które wymagają czasu. Czas mija tak czy inaczej.” – ileż razy słyszałam to zdanie!… Teraz odkrywam go na nowo w kontekście moich wagowych zmagań. Gdybym zaczęła rok, miesiąc czy choćby tydzień wcześniej, dziś już byłyby pierwsze efekty. A może w ogóle nie zdążyłabym się doprowadzić do obecnego stanu…

Mam nadzieję, że od teraz czas będzie działał na moją korzyść. I wraz z jego upływem będą nadchodzić pozytywne zmiany, a nie tylko kolejne kilogramy, frustracja i zniechęcenie…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii