RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2016

Wyliczanka

28 kwi

Każda odchudzająca się osoba ma swój cel. Oprócz marzeń, by ładniej i szczuplej wyglądać oraz by mieścić się w mniejszy rozmiar ciuchów, zazwyczaj mamy też cel liczbowy. Ileś kilogramów i centymetrów mniej. Konkretne cyferki na wadze, które powiedzą nam, że tak, udało się!…

Moja wyliczanka wygląda następująco:

Waga wyjściowa to niechlubne 84 kilogramy. Bloga zaczęłam prowadzić ważąc równiutkie 80. Moim pierwszym celem jest szczęśliwa siódemka czyli magiczne 77. To dla mnie taki znak, że na dobre (oby!) pożegnałam się z ósemką. I uwaga… ten cel właśnie osiągnęłam! Hip hip hurra! ;-) Co dalej? Teraz będę dążyć do 74, bo tam przebiega granica, za którą BMI wyznacza nadwagę. Granica umowna, ale warto ją przekroczyć (i nie wracać). Docelowo chciałabym ważyć 68 (no może 69 bo ta liczba dobrze się kojarzy ;-) ).
Zapytacie dlaczego tylko tyle? Dlaczego nie 65, 60 albo 55? Po pierwsze dlatego, że zgubienie 16 kg (o ile się uda) będzie i tak nie lada osiągnięciem. A po drugie, nie zamierzam się katować dla idei – zawsze byłam Grubokoścista i pewnie taka umrę. Nie muszę być szczuplutka. Marzę o normalności. O wyglądzie nie budzącym obrzydzenia i o sukienkach w rozmiarze 40. Niewielkie wałeczki nie są złe, o ile nie przeradzają się w zwały tłuszczu. Krągłości mogą nawet dodawać kobiecości, póki nie wygląda się jak maskotka Michelin…

michelin-man

 
 

Ochota na słodycze i cały ten cukier

25 kwi

Od miesiąca jestem na słodyczowym odwyku. Do tej pory po coś słodkiego sięgałam właściwie codziennie – przynajmniej raz, a nawet dwa w ciągu doby. Jakaś czekoladka, batonik, ciasteczko… No bo jak to – kawa bez czegoś słodkiego? No i mały deserek po obiedzie by się przydał, prawda? Niby takie nic, a jednak coś.

Obecnie nadal są momenty, gdy nachodzi mnie niesamowita ochota na słodycze. Zwykle największą pokusą mam popołudniu, po obiedzie. Po prostu nie mogę się powstrzymać, nie mogę myśleć o niczym innym… :-(
Staram się wtedy sięgać po owoce – najczęściej jabłka. Ewentualnie kilka kostek gorzkiej czekolady.
Zauważyłam, że ochota na słodycze – z tygodnia na tydzień – znacznie spada!… :-)

Ostatnio oglądałam świetny film „Cały ten cukier”. Polecam gorąco tym, którzy jeszcze nie widzieli!
Dziennikarz, który do tej pory prowadził bardzo zdrowy tryb życia i stosował bezcukrową dietę, postanawia w ramach eksperymentu przejść na dietę wysokocukrową i spożywać w ciągu dnia równowartość 40 łyżeczek cukru (średnie spożycie w Australii, gdzie film jest kręcony). Ale nie sięga po fast-foody czy słodycze. Nie! Spożywa produkty, które uchodzą za dość zdrowe – soki owocowe, jakieś mleczne napoje itp. No i nie zmienia poziomu swojej aktywności fizycznej, czyli nadal regularnie biega i ćwiczy w domowej siłowni. A jednak w jego organizmie zachodzą niesamowite zmiany…
Film dość obrazowo tłumaczy jakie znaczenie w naszej diecie ma cukier. Z wielu rzeczy pewnie nie zdajemy sobie sprawy albo zwyczajnie je bagatelizujemy. Nie będę zdradzać szczegółów, obejrzyjcie sami! :-)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii pamiętnik odchudzania

 

Tydzień czwarty

24 kwi

Minął właśnie 4. tydzień prowadzenia bloga i moich zmagań z wagą…

Pierwsze trzy dni chyba lepiej byłoby okryć zasłoną milczenia – jadłam za dużo i nie to, co trzeba. Dałam pofolgować swoim zachciankom. No i jedyny ruch to kiwanie palcem w bucie. Żenada! :-(
Na szczęście w czwartek wróciła mobilizacja. Nawet poszłam pobiegać! No i znowu grzecznie liczę kalorie i nie sięgam po słodycze czy inne niezdrowe przekąski. Oby tak dalej…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii pamiętnik odchudzania

 

Wiosna, ach to Ty!…

19 kwi

Kwiecień plecień, bo przeplata – trochę zimy, trochę lata…
Pogoda rzeczywiście trochę jeszcze płata figle, ale nikt już chyba nie ma wątpliwości, że nastała prawdziwa wiosna i na powrót zimy nie ma co liczyć. Kwiaty kwitną, ptaki świergolą, słoneczko coraz wyżej… Wspaniale, czyż nie?

Otóż nie. Dla grubasa nadejście wiosny nie wróży nic dobrego. Powraca bowiem problem: w co się ubrać?!
Zima ma tę jedną wielką zaletę, że rewia mody kończy się na finezyjnie zawiązanym szaliku. W grubym wełnianym swetrze i puchowej kurtce wszyscy wyglądamy podobnie – grubi i chudzi, ładni i brzydcy – wszyscy chowamy się przed mrozem pod kolejnymi warstwami ciuchów. I to jest piękne. A wiosną?

Wiosna i lato to odsłonięte ramiona, cienkie bluzeczki, krótkie spodenki… czyli wszystko to, co dla grubasa zakazane. Trzeba się bowiem odziać nie w to, co wygodne czy modne, ale w to, w co się człowiek mieści i w czym wyjście z domu będzie społecznie akceptowalne. A któż by chciał oglądać zwały tłuszczu, cellulit, obwisłą skórę? Ehhhh…. zimo wróć!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tydzień trzeci

18 kwi

Tydzień trzeci niewiele różnił się od tygodnia drugiego. W miarę trzymałam dietę (choć nie obyło się bez wpadek, jak np. w Dzień Czekolady). Ruchu natomiast niewiele.

Bilans? Przez 3 tygodnie schudłam 1,5kg, czyli średnio pół kilo tygodniowo. Lepsze to niż nic, ale wiem, że taką wagę mogę spokojnie nadrobić z powrotem jednym weekendem obżarstwa… :-(
Postanowienie na kolejny tydzień? Choć odrobina systematycznego ruchu. I trzymać się z daleka od czekolady! ;-)

 
 

Dzień Czekolady

13 kwi

W sumie to jakoś umknęło mi, że wczoraj był Światowy Dzień Czekolady. Ale faktycznie świętowałam. :-P
Po prostu tak jakoś przypadkowo zbiegło się to z imprezą u moich znajomych.

No i przez pół imprezy trzymałam się dzielnie. Siedziałam z kubkiem herbaty (niczym jakaś babcia emerytka) i nawet nie patrzyłam w stronę piętrzących się na stole pyszności. Ale po paru godzinach… gdy raz po raz ktoś obok sięgał po jakiś smakołyk… nie wytrzymałam. Jak nie trudno się domyśleć, na jednych chipsiku czy kostce czekolady się nie skończyło. :-( Ehhh…

Ogólnie coraz lepiej mi idzie na tym słodyczowym detoksie. W większości przypadków jestem w stanie opanować zachcianki. Ale nie kiedy ktoś stawia przede mną zakazane przekąski i one stoją i stoją i kuszą i kuszą… No kurde, święty by nie wytrzymał!

 
 

Tydzień drugi

10 kwi

Za mną drugi tydzień (prawie) bez słodyczy. Prawie, bo w środę zostałam poczęstowana ciastem i po prostu nie udało mi się odmówić (nie chciałam robić przykrości gospodyni, więc w końcu uległam i zjadłam). Ale poza tym staram się trzymać. Z radością obserwuję, że drugi tydzień był znacznie prostszy niż pierwszy – owszem, nadal miałam straszną ochotę na coś słodkiego, ale już nie myślę o czekoladzie i chipsach 24h na dobę. ;-)

Niestety jeśli chodzi o ruch – porażka. :-( O ile w pierwszym tygodniu dzielnie chodziłam na dłuuugie spacery, to w ostatnim tygodniu nie robiłam właściwie nic. A miałam zwiększać intensywność, a nie zmniejszać! Eh, taka właśnie moja słaba silna wola… :-(

14

Widocznych efektów niestety nadal brak… zastanawiam się, czy nie powinnam pójść do specjalisty. Mam na myśli dietetyka albo trenera personalnego. No bo bądźmy szczerzy, ja się na tym nie znam. Działam intuicyjnie. Z jednej strony znam siebie i swój organizm lepiej niż ktokolwiek inny (co powinno działać na moją korzyść), ale z drugiej może przez swoje niedouczenie tylko będę marnować czas i energię (katować się ale bez efektów)??? Hmmm…

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii pamiętnik odchudzania

 

Czas…

04 kwi

Nie bój się podejmować zadań czy wyzwań, które wymagają czasu. Czas mija tak czy inaczej.” – ileż razy słyszałam to zdanie!… Teraz odkrywam go na nowo w kontekście moich wagowych zmagań. Gdybym zaczęła rok, miesiąc czy choćby tydzień wcześniej, dziś już byłyby pierwsze efekty. A może w ogóle nie zdążyłabym się doprowadzić do obecnego stanu…

Mam nadzieję, że od teraz czas będzie działał na moją korzyść. I wraz z jego upływem będą nadchodzić pozytywne zmiany, a nie tylko kolejne kilogramy, frustracja i zniechęcenie…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tydzień pierwszy

03 kwi

Ha, udało się! Wytrzymałam tydzień bez słodyczy! Po nocach śniła mi się czekolada, a za kawałek ciasta byłabym skłonna niemal zamordować, ale… jakimś cudem udało mi się powstrzymać. Powtarzałam sobie, że jeśli nie wytrwam w jednym głupim wyrzeczeniu jednego głupiego tygodnia, to po prostu NIGDY nie schudnę.

Ponadto przez cały tydzień chodziłam na spacery. Codziennie! Tak, wiem, że to żadne uprawianie sportu i taka skromna aktywność raczej nie zaowocuje spektakularnym spadkiem wagi, ale… od czegoś trzeba zacząć. Uznałam, że nadmierny wysiłek tylko mnie zniechęci albo z miejsca nabawię się zakwasów i wszystko weźmie w łeb. Tak więc małymi kroczkami…

Na razie oczywiście nie widać ŻADNYCH efektów, ale czuję się trochę lepiej sama ze sobą. Bo JA WIEM, że coś robię, choć tego nie widać. Oby wystarczyło mi silnej woli na kolejne tygodnie…

 
 

Pamiętnik odchudzania

01 kwi

O tak, jestem na diecie i śni mi się jedzenie… i to nie jest prima aprilis! :P ;-)

kiedy_jestes_na_diecie_odchudzajacej_2015-11-20_16-20-00