RSS
 

Cienka granica

25 cze

Niedawno, gdy wspomniałam swojemu facetowi, że powinnam zacząć się odchudzać, on żywo zaprzeczył – „taką Cię lubię”. Nie ma chyba wspanialszego komplementu da kobiety, prawda? :-) <3
A jednak kilka dni później skrytykował inną kobietę, która sporo przytyła w trakcie ciąży i po pół roku od porodu nadal była okrąglutka. Gdy zaczęłam jej bronić i powiedziałam, że przecież nie wie czy ja też sporo w ciąży nie przytyję i czy potem nie będę podobnie wyglądać, powiedział "Tylko spróbuj.".
Chamstwo? Dwulicowość? A może po prostu szczerość?…

Prawda jest taka, że granica między kobiecymi kształtami i seksownymi krągłościami a zwykłą otyłością bywa cienka. Kilogramy nie przybywają jednego dnia, tycie to proces który postępuje czasami niezauważenie… bo niby ciągle jest "jeszcze ok" aż pewnego dnia budzisz się, patrzysz krytycznie (na siebie czy bliską osobę) i z całą stanowczością dostrzegasz, że granica została już jednak dawno przekroczona. :-(

Oczywiście, nie chodzi o to żeby codziennie stawać na wadze czy się mierzyć.
I trudno porównywać efekty ciąży z efektami lenistwa.
Warto jednak czasem spojrzeć na siebie krytycznie. Zanim zrobi to ktoś inny…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Niechlubny powrót

23 cze

Od jesieni przestały się już pojawiać regularne wpisy na blogu. Bo też o czym pisać? Schudłam 13 kilo (choć w planach było 15, ale nie bądźmy drobiazgowi), zaczęłam nosić mniejsze rozmiary i w końcu przestałam wyglądać jak wieloryb. Nic tylko się cieszyć i zapomnieć o niechlubnej grubej przeszłości…
Ale właśnie ta próba wymazania z pamięci mnie zgubiła… :-(

Wskazówka wagi dość szybko przesunęła się w górę o 1-2 kilogramy. Ale kto by się tym przejmował, toż to błąd pomiaru. ;-) Dodatkowe 3 kg? No spoko, da się z tym żyć przecież. Ale przy +5 przyszło zastanowienie…

Nie chcę znów wracać do tamtego wyglądu i tamtej wagi! Źle się czułam i źle wyglądałam. Dołowało mnie to. Dlaczego więc pozwoliłam sobie zniweczyć to, nad czym pracowałam?

Z jednej strony te 5 kilo to nie jest jakiś dramat, da się ukryć brzuszek pod luźniejszą bluzką albo ubierając sukienkę zamiast dżinsów, które powodują muffinkę. Ale BMI już krzyczy, że przekroczyłam granicę pomiędzy normalną wagą a nadwagą. Zresztą jeśli nie zahamuję tego procesu, to za chwilę znów będę wyglądać tak, jak wtedy…

Postanowiłam wziąć się za siebie. Nie od jutra, nie od poniedziałku, tylko natychmiast.
Trzymajcie kciuki żeby się udało.

Start: 21 czerwca
Waga: 76 kg
Cel: 68 kg

 
 

Zajadanie problemów

28 lut

Ostatnia awantura z chłopakiem kosztowała mnie 2kg, poprzednia aż 3kg. Po co mi trener osobisty i dieta, skoro wystarczy pokłócić się z facetem? ;-)

A tak serio, to wiadomo, stres odbija się na całym naszym organizmie – na jakości snu, na metabolizmie… Niektórzy stres zajadają – w ten sposób się uspokajają, zajmują myśli, próbują sobie poprawić nastrój dogadzając sobie kulinarnie. Inni wręcz przeciwnie – nie mogą wtedy nic przełknąć, zapominają w ogóle o tym, że trzeba jeść, mają tzw. „ściśnięty żołądek”…
Ja owszem, uwielbiam sobie dogadzać i zajadać jakieś pyszności na poprawę humoru, ale gdy dzieje się coś naprawdę stresującego, to po pierwsze od razu muszę opróżnić jelita ;-) a po drugie jakoś w mniejszym stopniu odczuwam głód. Tak jest i tym razem.

Niestety to chyba jedyny pozytywny aspekt tej kłótni… :-(

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tanecznym krokiem

01 lis

Każde dziecko wie, że bez ćwiczeń trudno osiągnąć wymarzoną sylwetkę. Chociaż kluczowe znaczenie ma dieta, to bez ruchu efekty nie są takie same. Jasna sprawa. Tylko na jaki trening się zdecydować?

Jako dziecko i nastolatka dużo pływałam. Ładnych kilka lat chodziłam na fitness. Zdarzało mi się biegać i jeździć na rolkach. Parę lat temu zakupiłam nawet orbitrek. I choć wszystko to lubiłam, to jakoś nie zafiksowałam się jakoś wybitnie na żadnej dyscyplinie. No może jedynie górskie wycieczki, które uwielbiam. :-)

A tu niespodziewanie doszło mi nowe hobby: pole dance. Dla niewtajemniczonych – chodzi o taniec na rurze. Staje się on coraz bardziej popularny i coraz więcej klubów fitness prowadzi tego typu zajęcia. Co prawda nadal są ludzie, którym kojarzy się on wyłącznie w klubami nocnymi, ale w rzeczywistości jest to świetny sport, który rozwija mięśnie i kształtuje sylwetkę, a do tego pozwala poczuć się naprawdę kobieco w tańcu z akrobacjami. :-)
Ja chodzę dopiero od kilku miesięcy, ale już sama widzę, że zrobiłam spore postępy – na początku problemem było wdrapanie się na górę rury, a teraz robię już nawet figury głową w dół. :-) Powoli moje ciało się wzmacnia i rozciąga. Same zajęcia są męczące, ale dają dużą frajdę. I do tego nie ma efektu nudy (znów te same przysiady, brzuszki itp.), bo wciąż uczymy się nowych figur i doskonalimy poprzednie.
Polecam całym sercem! Warto spróbować! :-)

Myślę, że najważniejsze, to znaleźć taki rodzaj ćwiczeń, który nam będzie odpowiadał. Czy to będzie modne ostatnio bieganie czy kręcenie hula-hop, rower, rolki czy pole dance – nie ma znaczenia. Ważne, żeby mieć z tego frajdę, a nie wykonywać tego z przymusu. :-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Idzie zima…

27 paź

Dawno nie pisałam, ale to dlatego, że niewiele się zmieniło od ostatniego wpisu. Waga cały czas waha się na poziomie 70-72 kg. Z jednej strony dobrze, że nie ma efektu jo-jo, a z drugiej chciałby się, aby na wyświetlaczu wagi pojawiła się szóstka…

W ciągu ostatnich kilku miesięcy troszkę się w moim życiu pozmieniało. Z jednej strony zaczęłam regularnie ćwiczyć (o tym może napiszę osobny wpis), a z drugiej strony trochę odpuściłam z dietą. Nie mieszkam już sama, więc na moje nawyki żywieniowe ma teraz większy wpływ właśnie ta druga osoba. I to mnie trochę martwi, bo dzienna ilość kalorii zdecydowanie mi wzrosła. A ilość ruchu nie aż tak bardzo. Dlatego boję się, że jeszcze chwila i kilogramy zaczną wracać… :-(

A z obecną sylwetką czuję się naprawdę dobrze. W końcu mogę chodzić w normalnych ubraniach. I nie muszę się wstydzić na basenie czy na imprezie. Oczywiście, rozmiar 40 to nie wymiary modelki, ale dla mnie to naprawdę fajna wielkość. :-)

Idzie zima… człowiek więcej czasu spędza w domu, chętniej sięga po jedzonko, bo przecież trzeba się rozgrzać i poprawić sobie humor w szary chłodny dzień… A ruchu mniej, bo aura nie sprzyja i jeszcze wcześnie robi się ciemno… A pod grubymi swetrami przecież i tak nie widać nowych fałdek…
Muszę znaleźć w sobie siłę, by zimą znów sobie nie pofolgować i nie przytyć. Muszę się po prostu pilnować!

 
 

Wzloty i upadki

12 sie

Kilka razy już zabierałam się za napisanie kolejnego wpisu, ale jakoś tak ciągle miałam poczucie, że nie mam o czym pisać… Nie mam czym się pochwalić. Moja waga stoi w miejscu. I sama jestem sobie winna, bo raz po raz dopada mnie „gastrofaza” i zajadam smutki.

kolacja

Dokładnie tak, jak na zdjęciu powyżej – cały dzień grzecznie i przepisowo, a wieczorem, gdy nikt nie patrzy… Ehhh…

Pozytywne jest jedynie to, że sporo ludzi zauważyło już zmianę – nawet fryzjerka czy zaprzyjaźniona ekspedientka w sklepie. „Pani coś chyba ubyło.” :-) Czyli jednak waga łazienkowa nie spiskuje i faktycznie zgubiłam 13 kilo…

Sama też czuję się lepiej z mniejszą wersją siebie. Choć jeszcze sporo jest do zrobienia – brzuch wisi, na udach galareta i tak dalej… Ale wreszcie znikły fałdy z pleców i mieszczę się w mniejsze spodnie. ;-)

Mam postanowienie żeby w końcu zacząć się więcej ruszać. Moje ciało wymaga wzmocnienia, wyrzeźbienia… Poza tym jeśli wieczorem gdzieś wyjdę, to prawdopodobieństwo nawpieprzania się przed snem maleje… :-P

 
 

Patrz, jaki grubas!

01 sie

Na jednym z blogów przeczytałam ostatnio wpis „Nie obraź się, ale…”, w którym autorka rozprawia się z tymi, którzy leczą swoje kompleksy kosztem innych osób, w tym wypadku kosztem tych tęższych. Że niby tak w dobrej wierze, że niby szczerość to podstawa… i tak przemycają swoje drobne złośliwości.
Ten wpis oraz mail od pewnej czytelniczki zmusiły mnie do refleksji nad takimi właśnie uwagami, przytykami, komentarzami…

Takie zawoalowane złośliwości wcale nie bolą mniej od rzucanych wprost wyzwisk. Czasem nawet bardziej, bo to taki sączący się jad, a do tego trafiający celniej w czuły punkt.
Tym, co jednak chyba sprawia największą przykrość są nie słowa, ale uwagi niezwerbalizowane. Te wszystkie wiele mówiące spojrzenia, wymowne miny…

Te ukradkowe spojrzenia w restauracji (co też ten grubas ma na talerzu, ile i jak szybko je), te grymasy obrzydzenia na widok tęższej osoby w stroju kąpielowym czy choćby szortach, te uśmieszki, gdy gruba osoba pyta w butiku o większy rozmiar danej bluzki… Nie muszą nic mówić, i tak widać ich dezaprobatę, poczucie wyższości, niesmak, oburzenie i litość…

Nie sposób każdemu z nich opowiedzieć swojej historii, wytłumaczyć czegokolwiek, poprosić o zrozumienie albo zwyczajnie powiedzieć żeby się odpierdolił i pilnował własnego interesu. Bo to przecież mój problem, że tak wyglądam. I moja sprawa czy w kawiarni zamówię kawę i lody czy tylko wodę mineralną.
Dlaczego wydaje Ci się, że wystarczy jeden Twój rzut oka i już masz diagnozę, już możesz oceniać i krytykować? Dlatego, że jesteś szczuplejszy? Że nigdy się tak nie „zapuściłeś”?

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Klucz do sukcesu

12 lip

Ponoć w procesie zmiany sylwetki 70% sukcesu stanowi odpowiednia dieta, a zaledwie 30% to ćwiczenia, trening. Tak mówią….

Prawdę powiedziawszy, nigdy w to nie wierzyłam. Twardo stałam na stanowisku, że dieta dietą, ale klucz do sukcesu to ruch. Wiadomo, jakieś ogólne zasady zdrowego żywienia trzeba zachować, nie jeść śmieciowego jedzenia i nie objadać się przesadnie. Ale jak się człowiek odpowiednio dużo rusza, to wszystko spali, więc nie ma co przesadzać z pilnowaniem kalorii czy wymyślnymi dietami-cud.
I może rzeczywiście gdy byłam młodsza, to tak to działało. Człowiek miał inny metabolizm. I inny tryb życia… W każdym bądź razie, gdy już po 30 zabrałam się za odchudzanie, to boleśnie się przekonałam, że nie uda mi się tego osiągnąć „po swojemu”. Ćwiczyłam i ćwiczyłam, ale waga nie spadała. Nawet przy dużej dawce codziennego ruchu efektów nie było właściwie żadnych. :-(

Dopiero, gdy zmieniłam dietę i zaczęłam naprawdę pilnować tego, co jem – waga drgnęła. Teraz niewiele się ruszam (mogłabym więcej!), ale powoli acz systematycznie chudnę. Muszę więc uderzyć się w pierś i przyznać, że faktycznie – jedzenie jest czynnikiem kluczowym…

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii pamiętnik odchudzania

 

Co w nagrodę?

01 lip

Ostatnio ktoś mnie zapytał, jak planuję uczcić swoją zmianę i utratę pierwszych 10 kilogramów. No bo przecież tyle wyrzeczeń, tyle starań… to teraz trzeba sobie to odbić, jakoś wynagrodzić, prawda? Np. jakieś wielkie ciasto czekoladowe albo kubełek lodów?…

Otóż nie.

Zbyt długo jedzenie było dla mnie nagrodą. Nagrodą, karą, sposobem na smutek czy samotność, odskocznią od nudy albo metodą na uczczenie czegoś. Jedzenie zbyt często wiązało się u mnie z jakimiś emocjami. Chipsy na odreagowanie ciężkiego dnia, lody po udanych zakupach, czekolada by odzyskać energię…

Tak jesteśmy wychowywani od małego – ciastko z kremem za dobre świadectwo a za łobuzowanie – szlaban na deser. Jeśli będziesz grzeczny u babci albo u lekarza, to zabiorę Cię na lody albo pójdziemy do McDonalda. Nie kupię Ci tych cukierków, bo byłeś niegrzeczny.

Jako dorośli sami siebie nagradzamy, dogadzamy sobie… Oczywiście nie ma nic złego w tym, by od czasu do czasu sięgnąć po coś niezdrowego i kalorycznego. Problem zaczyna się wtedy, gdy powody same się znajdują i mnożą. Gdy uciekamy w jedzenie. Gdy staje się ono czymś więcej niż pokarmem, paliwem dla organizmu.

Dlatego nie zjem ciasta czekoladowego w ramach nagrody. Za to pójdę kupić sobie sukienkę – o rozmiar mniejszą niż dotychczas! ;-) :-P

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Dyszka

12 cze

Zgubiłam dychę. Na szczęście nie chodzi o 10 PLN, ale o 10 KG – więc skaczę z radości. :-) Schudłam 10 kilogramów w stosunku do swojej maksymalnej wagi, a 6 kilo od momentu prowadzenia bloga. Zajęło mi to sporo czasu i kosztowało wiele wyrzeczeń, ale udało się. :-) Przede mną oczywiście jeszcze dłuuuga droga, ale pierwszy wymierny sukces jest. Oby tak dalej!

Miało się udać do moich urodzin – i tak się stało. To najlepszy prezent urodzinowy od samej siebie dla siebie. :-) :-) :-)

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii pamiętnik odchudzania